11.09.2007 | Fiolka i nauka | Kobieta i komputer | Re: Zielono-żółto: komentarze
Jak wygląda Fiolka o 12 z minutami we wtorkowy poranek? siedzi sobie najspokojniej w świecie przed komputerem, popijając gorącą (prawie wrząca) herbatkę ze swojego granatowego kubeczka z imieniem. Jest spokojna zrelaksowana, aż dziw. Tak, dziw, bo w pt ma egzamin z matmy :/. I mimo całej swojej miłości do matematyki, której dużym przejawem była klasa matematyczno-fizyczna w LO zamiast biologiczno-chemicznej, nie umie się uczyć. Zwyczajnie ją odrzuca, może na myśl o profesorze doktorze habilitowanym R., nazywanym w różnych kręgach "wypranym Gumisiem"? Może.
Może dlatego, że nie w głowie jej matematyka? Ale bardzo możliwe jest też to, że "biblie matematyczną" ma w pdf'ie, a nie w druku. Jakoś nie lubię ebook'ów.
Możliwe jest także to, że ostatnio moją głowę zaprząta coś zupełnie innego, a raczej ktoś. Dziwne będzie jeśli napiszę, że to wcale nie K.(nazywany dalej Yoozkiem*- przyp. red.)? A właśnie, nie! W sumie od soboty nie mogę wyrzucić z głowy Jego poprzednika, nazwijmy go Kleofasem.
W sobotę znalazłam w szale poszukiwań zeszytów od matematyki, najbardziej kiczowatą kartkę urodzinową, która dostałam na osiemnaste urodziny (i w ogóle w życiu. Po prostu taki kicz, że szok!). I przypomniało mi sie wszystko, co było związane z ów "bliskim kolegą" (jak sam napisał na kiczu -przyp.red.) Nie będę się rozpisywać za dużo. Znajdziecie to kiedyś, zapewne całkiem nie długo TU(w tym miejscu pojawi się link z tekstem o Kleofasie).
W każdym razie ostatnie pół roku pozwoliło mi zapomnieć o tym panu. :)
Kobieta i komputer. Raczej Fiolka i komputer.
Bo jak to jest z kobietami i komputerami? Co tu dużo mówić, nie znamy się prawie w ogóle. Ja też się nie znam. Nie rozumiem zachwytu Yoozqa nad moją osobą. Jestem użytkowniczką komputera od lat 10, więc nic dziwnego, że coś tam wiem i że znam niektóre szpanerskie słowa. I kurcze, kręci mnie to! Od zawsze. Duże zasługi ma tu przyszywany kuzyn - Darek, informatyk i matematyk, który mnie zaraził bakcylem do tego pierwszego, bo do drugiego nie musiał.
Cóż zaczynałam o maszyny, a może raczej "maszyny", której parametrów nie pamiętam, ale bebechy by Was rozśmieszyły. W każdym razie na tym czymś wisiał Win 3.11, oczywiście pod DOSem. I jak na te realia, a było to .. hmmm.. 11 lat temu, maszyna była zachwycająca, bo była :D. Szpan był szpanem, a co!
Prawda jest taka, że niektóre dziewczyny nie potrafią dyskietki włożyć do kompa, jakież szczęście, że teraz rzadko widuje się napędy dyskietek w komputerach. Ja nie mam problemu z włożeniem do napędu płytki. Gdzieś usłyszałam, że jak kobieta ma nagrać płytkę to panikuje. B-Z-D-ura! Kobiety to potrafią! Branża informatyczna jednym słowem składa się z szowinistów, którzy twierdzą, że nie ma tam miejsca dla kobiet. Zresztą ile kobiet decyduje się na informatyczne studia, czy technika informatyczne? I dlatego jestem dumna z moich koleżanek: Pauli, która siedzi sobie na Politechnice Warszawskiej i studiuje informatykę właśnie, i z Marty, która w tym roku kończy technikum informatyczne w Tomaszowie i nie ma problemu z programowaniem. I co? Kobiety potrafią?
Ja też potrafię! I od października głęboko się będę zastanawiać, o ile wszystko dobrze pójdzie nad specjalizacją "Chemia i komputery", bo i czemu nie, skoro to ma połączyć moje dwie pasje, prawda?
I niech mi się któryś facet, tym bardziej informatyk, nawet mój własny odezwie i powie, że to zadziwiające, to nosa utrę! Obiecuje!
Jako ta dziwna z rodu kobiet umiem sformatować HD i go spartycjonować, i to (chyba) poprawnie. Umiem sformatować partycje spod konsoli odzyskiwania. I nie poddaje się mimo złośliwości rzeczy martwych (trzech niezaplanowanych restartach komputera, problemów z CD instalacyjnym i dziur we własnej pamięci). Bo przecież najważniejsze w życiu to, jak mawiała Judyta- bohaterka cyklu "Żaby i anioły" K. Grocholi, "Nie poddawać się! Nie poddawać!"(no co? lubię te książki i ekranizacje pierwszej części, choć dużo mi w niej brakuje).
W każdym razie informatycy to towarzystwo dość hermetyczne i specyficzne. I kobiety do niego nie pasują w zasadzie (może dlatego większość z nich to nieco otyli, łysiejący panowie po trzydziestce?), ale przecież mamy równouprawnienie!
Re: Zielono-żółto: komentarze
Zielono-żółto to tytuł jednego z wpisów Yoozqa. Pod wpisem na chwile obecną 21 komentarzy. Komentarzy różnych. I nie uważam, że niektórzy nie powinni się odzywać. Sądzę, że komentarze te są/były potrzebne. Może ich forma nie za bardzo mi się podoba (wybaczcie, ale to moje subiektywne odczucie). I w sumie wypadałoby Wam za nie podziękować, bo dały dużo do myślenia i one, i ten mail, który trafił do mnie, choć wcale nie był do mnie adresowany. I przez/dzięki całej tej chryi doszłam do różnych wniosków, które zaowocowały rozmową, może w nie najmądrzejszych okolicznościach, ale zawsze to coś. Bo rozmowa była o tym, co już dawno powinnam była powiedzieć. Mówiłam o czymś, co w podświadomości ukrywałam sama przed sobą i w co sama nie chciałam wierzyć, ale w jakiś przedziwny sposób doszło to do mnie i wykrztusiłam to z siebie. Tak, ja też wychyliłam głowę z piasku i powiedziałam coś czego bałam się powiedzieć. Strach przed samym sobą jest przecież najgorszy. A szczerość to najważniejsza rzecz na świecie.
Coś się zmieni, na pewno!
Także weekend półrocznicowy nie był tak miły, prosty i przyjemny, jak to by się zapowiadało.
PS. Trójco komentatorów, dodaję Was do linków. Wszystkich.
--------------------------------------------------------------------------------
* Yoozeq (czyt. Józek)- nazywanie Szlachetnym wg niektórych nie ma sensu, nawet jeśli nazwa ta jest żartobliwa (Asiu, nie doceniają Twojej weny i złośliwości).
13.09.2007 | Wołanie
Nie! Dłużej tak nie wytrzymam!
Potrzebuje szczerej rozmowy w cztery oczy z kobieta, przyjaciółką, która mnie zrozumie na nasz dziwny kobiecy sposób. Dziewczynki moje gdzie jesteście?!!
[update 16.09.2007]
Była pizza z Aś. Zrobiło sie lżej.
W piątek był egzamin, trzy i pół.
Został tydzień wakacji ;(, od 24 września czeka Politechnika!
Jestem studentką pierwszego roku ochrony środowiska na Wydziale Chemicznym Politechniki Łódzkiej.
W tym tygodniu rozstrzygnie się kwestia mieszkania.
Ech.. znów ciężki tydzień..
23.09.2007 | PŁ wita.
Jutro zaczynam rok akademicki. Od nowa i bez błędów popełnionych poprzednio (nie piszę "mam nadzieję", bo to zostawianie furtki). Czeka mnie tydzień dojazdów na trasie TM - Łódź, Łódź - TM. Lekko nie będzie, ale to tylko tydzień! Ale będzie kupa czasu na myślenie, bo przecie najlepiej myśli się w busie, na tej właśnie trasie, a mam przecież nad czym myśleć, niestety.. Może napisze także historyjkę o Kleofasie, podkreślam może. Bo wstawanie o 5 i powrót do domu ok 22 może mnie wykończyć.
A od 30 mieszkam w Łodzi. Kawalerka, 31 metrów, Radogoszcz wschód, tylko ja i cztery ściany. Net przez komórkę, na GPRS jeżeli zdołam kupić kabelek do nokii mojej. Bloga może pociągnie. MOŻE. Więc ostrzegam, notka raz na dwa tygodnie, to może stać się rzeczywistością.
PS. dalej chora, ciut mniej, ale chora.. :/
27.09.2007 | Kleofas i reszta..
Dawno, dawno temu w latach dziewięćdziesiątych ubiegłego stulecia Fiolka spotkała tuż koło własnego domu chłopczyka. Drobniutki, szczuplutki blondynek, lat wtedy 4 miał, niebieskie oczka i ujmujący uśmiech łobuziaka. Wspomnienie dość zamglone, ale na pewno Fiolka pierwsza podeszła. Zawsze miała śmiałość do mężczyzn. A to był właśnie Kleofas*. Ten Kleofas, który niebawem przerodził sie w najlepszego kumpla i towarzysza dziecięcych zabaw. No i do tego przystojniak! Fiolka zawsze wiedziała z kim sie pokazać ;)
I tak sobie biegali po okolicznych polach, łąkach i lasach. Bawili się w dom, szkołę, łazili po drzewach, jeździli swoimi malutkim rowerkami, grali w piłkę. Beztrosko spędzali własne dzieciństwo.
Czasem żuli sobie gumę balonową, nie pamiętam jak się ona nazywała, ale dołączali do niej różne rzeczy. I kiedyś Kleoś podczas żucia tejże zaproponował Fiolce małżeństwo. Powiedział po prostu "Chces być moją zoną?", a Fiolka się zgodziła. I od tej pory żadnych oficjalnych propozycji małżeństwa nie było.
I nastał czas straszny. Kleoś pojechał z mamusią do stolycy kilka lat później, no może nie kilka, bo już do szkoły podstawowej dość zaawansowanej chodzili. Bywa. Na początku były listy i częste wizyty Kleofasa w TM. Ale i to się urwało.
A zupełnie już dalej przyszła matura. Lato przedmaturalne, gorące i parne. I Kleoś znów pojawił się w życiu Fiolki. Był przyjacielem. Ale chciał być kimś więcej. I na tydzień przed "pierwszym balem" do czegoś doszło.
Dalej było tylko intensywniej. Z racji posiadania samochodu i licencji kierowcy Kleoś często bywał w TM. A po maturze to tylko i wyłącznie siedział w tymże mieście.
Były Mazury, noc pod gwiazdami w chłodnym deszczu. Było miło, ciasno i przyjemnie. A potem nastał czas pracy. Każde na swój rachunek, on tam, ona tu. Byli oficjalnie razem, choć tak naprawdę osobno. Te telefony o 7 rano, kiedy on wsiadał w pusty tramwaj i o 20 kiedy wsiadał w powrotny. Weekendy pełne magii, tańca, alkoholu...
Początek lipca i wielki krzyk pod lasem. Że nie kocha, nigdy nie kochał i nie zamierza, że chciał tylko jednego, bo ładna jest i zapada w pamięć, a tak na prawdę to przespał się z koleżanką z LO. I że jest głupia jeśli myśli, że znajdzie "zwykłego" faceta. Szloch, płacz, smutek i.. wybaczenie. Choć Fiolka teraz już wie, że tego się nie wybacza. Można z tym żyć, ale to męczy i to cholernie. Bo ciągle ma się wrażenie, że jak raz to i drugi, i trzeci. A jak pojawi się ulubione wino, drogie zresztą i bukiety róż. A potem siostra delikwenta, mówi o tym i o owym, o imprezie brata, która pogania następne i o blondynce wychodzącej rano z jego pokoju, to serce się rozdziera i ryczy się nawet na pewnych kawałkach muzycznych. I to całą noc.
I jeśli Yoozeq jest s**********m, to kim jest Kleofas? Jak dla mnie chyba skali brakło..
Pierwszy tydzień na PŁ.
Dojazdy są baaardzo męczące. Budowa ŁTR jeszcze bardziej! Zajęcia: hmmm.. 6 h wykładów ciągiem stanowczo za dużo, płaskopupia można dostać :P, matma o 16.. nie pasuje jakoś.. Ale nie jest źle. Tylko ocen nie chcą przepisać :/
cóż.. I te kartkówki na pierwszych zajęciach i testy z całego LO (kiedy to było??:/).. Za to grupa prze miła :):) Aż się chce uczyć!
PS. Wiecie jaki jest przyjemny aspekt wyborów w urodziny? W serwisach informacyjnych odliczają za Was czas :P