Myśle...
przemyślenia :*: 21.01.2008 o 10:27

Czuje, że powinnam coś napisać.. Ale nie wiem co.. nie wiem jak.. Dziwnie sie robi.. raz radośnie.. raz smutno..Nie lubię takich stanów..
Dużo przemyśleń.. Dużo do przekazania w najbliższym czasie.. Bo będzie dużo zmian, radykalnych zmian..
Tylko tyle..

Komentuj (6)


Post sponsorowany głupim gadaniem.
przemyślenia :*: 07.12.2007 o 03:00

Hmmm.. Ktoś kiedyś powiedział, że nie ma idealnych par, bo wszystkie się kłócą, a idealna byłaby taka, co by się nie kłóciła. Być może. Z tego, co zaobserwowałam w telewizji (tak mam to piekielne czarne, nomen omen, pudełko, które absorbuje mój czas ostatnio straszliwie) dobrze dobrane pary też się "żrą". Czy my jesteśmy dobraną parą? Nie wiem. Mam taką nadzieję, co pewnie specjalnie nikogo nie dziwi. Każdy tak ma i każdy sobie tego życzy. I muszę nie bez radości przyznać, że się w zasadzie nie kłócimy. W zasadzie.. a jak jest w kwasie? Tak, musiałam, bo ja lubię te kwasy i zasady, i sole, które można otrzymać na 9 sposobów, również, w ogóle chemię lubię i organiczną, i nieorganiczną, z tym, że tą drugą chyba bardziej. Wiem, że moja lubość do chemii jest i będzie niezrozumiała dla wielu, ale cóż, tak mam, co poradzić. Nawet boli mnie to, że dzieci na zachodzie nie mają takiego przedmiotu w szkole i dlatego też nie mogłabym posłać moich przyszłych dzieciątek do takiej zachodniej szkoły. Szkole bez chemii, fizyki i biologii stanowcze NIGDY W ŻYCIU! Ale koniec tych dygresji i zbaczania z tematu pierwotnego.
Co ja?.. A..! W kwasie to jest tak, że się sprzeczamy. Dość często. Nie jest tak różowo, czy zielono (jak kto woli, ja osobiście za różem nie przepadam). Sprzeczki są okazjonalne i "na bieżąco" oraz o wszystko a czasem i o nic. Z ostatnich 9 miesięcy (tak oficjalnie i do końca, bo 7.12 dziś) pamiętam dwie takie poważniejsze sprzeczki (no może 3) na tle, że się tak wyrażę Karola i jedną poważniejszą sprzeczkę na tle moim, czego jednak nie nazwałabym sprzeczką, a raczej sprzeniewierzeniem Karolowego zaufania. Może ktoś będzie wiedział, o co chodzi, większa większość nie, ważne, że my wiemy.
Pierwsza miała miejsce w lipcu, cudownym, dodam tak w nawiasie, podczas remontu pokoju mojego i wyjazdu moich szanownych rodziców. Odpokutował to mój mężczyzna w sposób dwojaki, bo bólem fizycznym, spowodowanym różnego rodzaju otarciami (tak, krew się lała i za "Strzykawę" robiłam) oraz chyba bólem psychicznym z powodu mojego gniewu straszliwego, bo trwającego trzy dni chyba. Jak jemu doskonale jest wiadomo, udobruchać mnie jest łatwo i umie to zrobić, ale się nie dałam, ha.. Przeskrobał i to mocno, co niestety mojego tatusia kochanego ciupkę bardziej zniechęciło do Karolowej kandydatury w wiadomym względzie. Tak między nami mówiąc sprawa z moim szanownym zacnym rodzicielem nie jest prosta i może być tematem co najmniej jednego odrębnego posta. Kocha mnie "Staruszek"(l. 43) i tyle, no.
Druga sprawa (to właściwie ta trzecia, którą chciałabym chyba chwilowo przemilczeć) to także coś na odrębne opowiadanie wręcz. I może kiedyś się pokuszę. Sprawa zakrawa w dużej mierze o zazdrość moją o Szlachetnego, który w pewnych kręgach wcale nie jest za takiego uważany. Ja jako dama serca nie mogę tak nie uważać (tylko z dbałości o obowiązki damy serca, a jak myślę to zainteresowany wie najlepiej), dodam tylko, że przydomek ten nadany mu został do celów czysto literackich, aby nie skracać do pospolitego "K.", bo tak to można na gg z psiapsiółą, a nie na forum publicznym. Z przydomkiem wiąże się pewna anegdota, której nie zamierzam przytaczać.
Trzecia sprawa jest całkiem świeża i w sumie sponsoruje ten post. Chodzi o to, że troszkę się rozbestwiliśmy, zrobiliśmy się zbyt.. hmmm.. rozluźnieni w słowach (jeśli oczywiście można być rozluźnionym w słowach.. Można?.. NVM!) i padło coś, co paść nigdy nie miało. Owe padnięte słowa spowodowały uszczuplenie konta promocyjnego Karola z 20,00 do 6,50 PLN, co oznacza, że rozmowa nasza trwała 45 min. Takie rozmowy, troszkę mniej spięte, rzecz jasna, prowadziłam, pacholęciem jeszcze będąc, z Gonią moją, która się nie odzywa aktualnie, zaabsorbowana zapewne Damianem M., a szkoda! Rozmowa wczorajszo-dzisiejsza, bo zależy jak do tego podejść, nie była przyjemna ani dla jednej, ani dla drugiej strony. Była raczej bardzo oschła i skończyła się oschle padnięciem baterii w telefonie komórkowym, po uprzednim rozwiązaniu problemu.
Bo jak wychować sobie faceta? Tu ukłon w stronę Mateusza, bo też o tym pisał kiedyś (link jest z boku jakby, kto zechciał). I może wywołam trochę zawieruchy, a może burzę (śnieżną koniecznie, bo śnieg lubię, a pora na śnieg jest!), ale napiszę otwarcie, że nie do końca się zgadzam, z tym poglądem. Ok. Zgadzam się z tym, że facet powinien szanować kobietę, z którą życie planuje spędzić, zresztą każda inną także, ale nie w tym rzecz żeby wywalać go od razu z chałupy w ciemną noc na zimnice. Czasem trzeba i powinno się, ale nie zawsze. Co się stanie jak się prześpi w jednym domu czy pomieszczeniu z ową dziewczyną? No, dobra może się coś stać. Nie bądźmy dziećmi. Ale bez zgody obu stron się nic nie stanie, prawda? Prawda, prawda (jak mawiał mój historyk, którego nazwiska nie pomnę). Zresztą trzeba rozróżniać noclegi awaryjne i celowe, o (w tym miejscu miał być kąśliwy docinek, ale sobie daruję z czystej sympatii)! Jak ktoś kogoś szanuje, to go szanuje za całość, za dobre i złe decyzje, za wszystko i mimo wszystko, bo danie komuś swojego szacunku, choć czasem mimowolnie, jest podobną decyzją, do tej, którą się podejmuje kochając kogoś. Zresztą miłość z szacunkiem idą w parze. Nie twierdze, że kochamy wszystkich, których szanujemy, raczej w drugą "mańkę".
Wracając do wychowywania, człowiek wychowuje się poniekąd sam, na swoich błędach. Oczywiście nie jest czasem ich świadom. Dlatego trzeba je uwypuklać, pokazywać. I podług mnie, na tym polega WSPÓLNE wychowywanie się w związku. I może ono mieć miejsce i przed, i w trakcie małżeństwa, po też, choć ja osobiście mam trwałą awersje do rozwodów, bo jak wiadomo u Niego nie ma rozwodów, są stwierdzenia o nieważności (nie unieważnienia, bo to by oznaczało, że coś jest teraz nieważne, a ważne było, a miłości nie da się unieważnić, albo się kocha, albo nie, albo rybki, albo.. akwarium). Ja wychodzę z założenia, że szacunek nie jest mniejszy jednego dnia, a większy drugiego, cały czas jest taki sam, oczywiście w stosunku do jednej osoby (wiecie, o co mi chodzi? Mam taką nadzieje, bo się zapętliłam chyba). Drugie moje założenie jest takie, że najważniejsze jest rozmawianie. Rozmowa jest niczym oczyszczenie i warto rozmawiać (to nie reklama, nie lubię tego pana, co to prowadzi) zawsze i mimo wszystko, a "ciche dni" są szalenie stratne. Zawsze warto wiedzieć, co myśli o takiej sytuacji drugie, choćby to miało być najgorsze na świecie i ranić jak najostrzejszy nóż. Poboli i przestanie, ot, co. Czas rany leczy i uczy pogody, pogody ducha.
Tym kończę i do następnego razu.
***

Post dedykuję Słońcu memu i kilku jeszcze osobom, które po przeczytaniu luźnej, żartobliwej troszkę uwagi pod koniec poprzedniego chyba nie chcą się odzywać. Szkoda.
Ewcię, „od mazaków”(bo są dwie, a ja je mylę okropnie :/), pozdrawiam serdecznie i powiem szczerze, że dziwne jest, że nikt inny na te mazaczki nie wpadł wcześniej, ale cóż najciemniej pod latarnią, ponoć.


Komentuj (6)


Już nie ma "ja", już nie ma "ty"..
przemyślenia :*: 10.11.2007 o 16:07

"Musisz wierzyć,
Że to może się zdarzyć,
Bo przecież
Gdzieś tam jest, ktoś kto też w to wierzy
On Cię wybrał,
Dawno temu wymyślił Cię sobie
I spotkasz go-powie Ci, że to ty(...)"
♪Ania Dąbrowska - Musisz wierzyć♪

Już od ośmiu miesięcy nie jestem sama. Można by powiedzieć znów, ale można też, że wreszcie. Bo to pierwszy raz, kiedy nie czuje, że jestem sama, że ktoś nie tylko jest ze mną, ale przede wszystkim przy mnie.I jest współodpowiedzialny za to co się dzieje między nami, za to co między nami się rodzi.

Rok temu miałam szczerze powiedziawszy powyżej uszu jakichkolwiek facetów, którzy chcieli by coś ode mnie. Powiecie zapewne, że byłam złą na chłopów feministką. Może. Wyłącznie dlatego, że czułam się skrzywdzona. Po raz pierwszy przez Krzysia, z którym "zmarnowałam" trzy lata, przez wspomnianego wcześniej Kleofasa, poniekąd dawno, dawno temu przez panów, w których podkochiwałam się platonicznie, bo przecież tego nie zauważyli (w gruncie rzeczy nie mogę ich za to winić i tak naprawdę tego nie robię.. ot pierwsze zawody miłosne, każdy musi przez to przejść przecież). I możecie sobie myśleć, że pozuję na biedną dziewczynkę, nie zabronię wam tego, powiem tylko, że to wszystko było potrzebne, po to abym mogła lepiej docenić to co mam teraz. I może to strasznie dziwnie dziwnie zabrzmi, ale dziękuje Wam chłopaki.

Tak, dobrze widzicie. Dziękuje im z to, że mi łamali serce, że płakałam przez nich, że potraktowali mnie troszkę nie fair. Dziękuje im dlatego, że wszystko jest potrzebne. A te pierwsze "związki" są po to, żeby się uczyć. Uczyć się tego jak pokochać i zostać pokochanym oraz po to, aby jeśli się to stanie umieć to pielęgnować unikając niektórych błędów.



"Zatańcz ze mną jeszcze raz
Chcę chłonąć każdy oddech twój
Co z nami będzie? - uwierz mi
Tak jak ja nie..."
♪Edyta Bartosiewicz - Ostatni♪

Jak już jestem przy błędach. Hmmm... niestety nie zawsze uczymy się na własnych błędach i my do takich osób niestety należymy. Niestety... Mimo naszych wszystkich poglądów, przekonań i przyzwyczajeń nie umiemy ich nie popełniać. Oszukujemy w ten sposób nie tylko Górę, ale przede wszystkim siebie. Za każdym razem obiecujemy sobie, że to był ostatni raz i co? I g...i nic!

Zaczyna mnie to delikatnie mówiąc denerwować. Nie lubię tego w nas. I nie poznaje nas z tym. Na szczęście nie starcza nam odwagi, żeby złamać dane Jemu słowo. Przynajmniej tak mi się wydaje, choć biorąc pod uwagę to, że nie raz już o tym myśleliśmy, to już je złamaliśmy. Do czynów nie doszło. I nie dojdzie (nie piszę, że mam taką nadzieję, że krew nie woda, że różnie może być.. Zaczynam nienawidzić furtek...). Nie dojdzie, bo to będzie nie tylko łamanie przyrzeczeń, ale również pozbawianie się marzeń. A tego przecież nie chcemy, prawda Kochanie?? Staram się być silna, ale muszę skądś czerpać tę siłę, pamiętaj o tym. Stąd ten pomysł...


"Jadę bez celu
Przez śpiącego miasta ulice rozgrzane
Otrzeźwieć byle gdzie nad ranem
Pijana szczęściem
Jakbym złapała w swoje dłonie gwiazdę"
♪Monika Brodka - Samochody i tramwaje♪

Podjęliśmy decyzję, TĄ DECYZJĘ. Urodziła się ONA między nami po niemal 9 miesiącach zażyłości i 13 bliższej znajomości. Możecie mówić, że to wcześniaczek. :) I jest ONA słaba i malutka. Ale jest! I jeśli sami jej sobie nie odbierzemy, nikt jej nam nie zabierze. Zresztą, czy można zabrać komuś decyzję?
Planujemy razem przyszłość. Wspólną przyszłość. Ktoś może przytoczy jedną z anegdot. Hmmm.. nie dam wam tej szansy. "-Jak najłatwiej rozśmieszyć Pana Boga? - Zaplanować sobie życie." Co tu dużo mówić, jeśli bierzemy pod uwagę Jego udział w naszych planach, to nie może się nie udać. A ja będę sobie żyła z tą myślą i tą myślą przez najbliższe dwa lata. I nikt mi tego nie zabroni.

Ktoś, kto czytał mnie sprzed półtora roku, może nie uwierzyć, że pisze to ta sama osoba. Cóż, dorosłam w tym czasie, szczególnie do pisania. Powiem szczerze, jak zaczynałam (jeszcze na onecie) to nie umiałam mówić, a tym bardziej pisać publicznie o moich uczuciach.


Komentuj (2)


Radość i ginekologia
przemyślenia :*: 23.08.2007 o 00:23


Jest lepiej.. mam ochotę tańczyć i śpiewać.. najlepiej za Cugowskim i Budką:


A po nocy przychodzi dzień,

A po burzy spokój,

Nagle ptaki budzą mnie

Tłukąc się do okien


"Jaki pusty dom"

Choć nie powinnam..

~*~

Byłam dziś u ginekologa. Wreszcie i dopiero teraz. Powinnam to zrobić już dawno temu. Pójście do innego lekarza było krokiem na przód i to milowym, wybranie kobiety jedynie słuszne.

Nie lubię pana co mnie straszył PCO i bezpłodnością! O, figę.. PCO nie mam jak twierdzi pani doktor, gdyż nie mam 3 podstawowych symptomów. No i ta paskudna Diana mi nie potrzebna. Z tego się chyba najbardziej cieszę i to nie tylko z jednego powodu. Ach..

I ta atmosfera w poczekalni. Mnóstwo uśmiechniętych kobiet. Tak, Polki potrafią się uśmiechać. Szczególnie jak są w ciąży. Do tego są ciepłe i miłe. I bardzo szczęśliwe. Ciekawe jak to będzie jak ja będę w ciąży?
A tak BTW, to te przesądy, że niby dziewczynki "wysysają" z matek piękno (tak mawiała babcia Halina), są prawdziwe, choć to pewnie zbieg okoliczności, ale "ciężarówek" było tam chyba 5, z czego 4 w ciąży zaawansowanej. Te, które ponoć noszą chłopców maja śliczną cerę. Zawsze chciałam mieć samych synów :)


~*~

Co do lekarzy specjalności kobiecej, to chyba nie rozumiem młodych kobiet, w tym mnie samej sprzed paru miesięcy. Bo i czego tu się bać? Lekarz jak lekarz. Zbada przepyta i tyle. Krzywdy nie ma zamiaru zrobić, bo i nie od tego jest.
Niektóre boją się tego, że dostana tabletki, ale przecież jak nie chcą lub nie muszą to nie będą brały i tłumaczenia "Teraz to każdej dają" jest bezpodstawne. Tylko trzeba trafić na dobrego lekarza. A dobry lekarz to taki, który daje wybór, przedstawia dwa warianty i tłumaczy co za tą i tamta decyzja pójdzie. Lubię takich NORMALNYCH lekarzy.

~*~

Dziwne, ale od pięciu miesięcy nie rozstawaliśmy się na dłużej niż trzy i pół dnia. Ani razu nie wytrzymaliśmy bez siebie tygodnia. W takim razie chyba wcale nie anomalią jest, że bardzo do Niego tęsknię. Zresztą tęsknota jest obustronna. Tym bardziej, że KTOŚ miał trudny dzień.
Tak bym chciała przytulić....

♪Ania Dąbrowska - "Musisz wierzyć"♪


Komentuj (4)


Bez tytułu
przemyślenia :*: 16.08.2007 o 16:19


Siedzę sama w pustym domu. Czekam na Niego. Jest mi jakoś zimno i smutno. Nie na zewnątrz. Na zewnątrz pięknie świeci słońce, jest jakieś 26-28 stopni. Lato, piękna pogoda, tylko wystawić mordkę do słońca i się śmiać. Ale ja nie mam na to siły. Dlaczego? Chyba jestem rozczarowana. Rozczarowana sobą, nami. Coś w środku mnie krzyczy: "To nie tak miało wyglądać! To nie tak miało być".

Do tego dochodzą moje sny. Dziwne sny. Przez prawie całe wakacje nic mi sie nie śniło, a od ostatniej niedzieli widzę pogrzeby. Co to znaczy? Nawet nie chce sprawdzać. Choć pewnie jak tylko wrócę do TM, wejdę do domu, pójdę do pokoju babci i wyciągnę jej stary sennik. I nie chce przeczytać tam tego, co zobaczyłam w nowiutkim senniku Jego ciotki.

Boję się jutra. Nie wiem, co Nas czeka w tym tygodniu, nie wiem co będzie za rok, ale wiem czego chce. I niestety czuję, że osiągnięcie tego nie będzie łatwe, a może nawet niemożliwe. I tego boję się najbardziej.
Zaczynam myśleć, że ta droga musi być trudna, ale kiedy już osiągniemy cel, będzie dużo łatwiej. I nie będziemy chcieli tego stracić, bo długo na to pracowaliśmy.

PS.

I nie chcę więcej płakać...

Komentuj (3)