Migawki dni powszedniego.
codzienność :*: 13.03.2008 o 13:16

Milczało mi się. Trochę z braku weny, trochę z braku czasu, trochę z braku internetu, ale głownie z braku czasu. Powiedzmy sobie szczerze załatwienie ślubu i wesela w dwa miesiące jest ociupinkę czasochłonne.
A propos. Mamy już chyba wszystko. No prawie. Nie mamy kamerzysty, niestety nie da się wynająć kogoś tylko na ślub, a taśmy z wesela nie chcemy.
Hmmm.. może zacznijmy od tego, że generalnie aż takiego wesela nie chcemy. Plujemy sobie w brody, trzeba było upierać się przy dziadkach i chrzestnych.Zamknęłoby się w 20 osobach i już. A tak wesele mamy na 60-70 osób. Będzie trzeba przeżyć.

Ostatni tydzień widzę migawkach. Był bardzo męczący i intensywny. Zaczynając od piątku.
W piątek trzeba było sie po wykłócać troszkę o stypendium socjalne, którego pewnie i tak nie dostanę, bo nie dostarczyłam w terminie potrzebnych dokumentów, co było niemożliwością. Spróbujcie dostarczyć w 2 dni zaświadczenie, na które się czeka 3 tygodnie, jak sie uda, to składam pokłon. Potem były podróże na łeb na szyje Wydział-Ziołowa, Ziołowa-Lumpy, Lumpy- BCB, BCB- Lumpy, Lumpy- TM, większość pod patronatem MPK Łódź. Kocham te zatłoczone zetki wlokące się niemiłosiernie, po prostu K-O-C-H-A-M! Z ciekawostek w piątek dostaliśmy pokój w akademiku, w sumie w 15 minut :). Nie to, żebyśmy wcześniej czekali 2 tygodnie i byli wstrętnie spławiani.
Sobota. Latanie po TM po nieprzespanej nocy. Kwiaciarka, zaproszenia, poczta i parę innych spraw. Nogi i kręgosłup odmówiły mi posłuszeństwa ok 13. A to był dopiero początek zabawy. W domu czekał obiad do zrobienia i porządki, które zostały po wcześniejszej selekcji odrzucone, ze względu na brak terminów. O 16 z minutami zaczęło się istne piekło. Oczywiście zaczęło sie bardzo niewinnie. Objeździliśmy i zaprosiliśmy całość rodziny z mojej strony. SUKCES. Okupiony hektolitrami wypitej herbaty i zmęczeniem do nieprzytomności. Ale mamy już to z głowy. W sumie najwyższy czas.
Niedziela. Pobudka 7.45. Trochę dopakowywania i kierunek Łódź. Przystanki: C.H. Ptak w Rzgowie. Zakupy.. hmmm.. podobno dają szczęcie. Nie, nie tej niedzieli. Po przejściu 4 hal targowych w poszukiwaniu garsonki dla mamy i sukienki "na przebranie" dla mnie oraz akcesoriów typowo męskich, byłam bliska płaczu. KICZ, KICZ i jeszcze raz KICZ. Do tego poczułam się bardzo XXXL, choć wcale nie wyglądam tak grubo (jeszcze). Sama satyna.. Dla kobiety o zwykłych niewieszakowatych kształtach i z biustem - koszmar. Poszerza trzy- może czterokrotnie.
O piętnastej zaczął się istny armagedon, czyli zwykła przeprowadzka. Moje rzeczy ledwo zmieściły się do Passata Kombi taty 0.o Pomińmy to, że musiały tam wejść jeszcze 4 osoby. Jakoś się udało.
Od niedzieli mieszkamy razem. Czuje się jak w labiryncie. Jeszcze się do końca nie rozpakowaliśmy i mamy malutki bałagan. W sumie jedyna zaletą jest to, że nie mamy żadnych problemów z zasypianiem, tak jesteśmy wyczerpani :)

Komentuj (5)


S****, e******, k********- czyli coś o...
codzienność :*: 12.01.2008 o 16:30

.. zakazanych zwrotach.

Nie cierpię okresu miedzy styczniem a marcem na uczelni. Brrr.. Nerwowy, dziwny.. No nie lubię! A jak ktoś pisze, ze ma już ostatni *** to mi zwyczajnie żal, że ja nie mam.. A chciałabym!

A teraz idę przyswajać wiedzę z zakresu ergonomii i bezpieczeństwa pracy. Do przeczytania jak przeżyję, gdzieś w marcu. :)


Komentuj (0)


Dziwne te święta...
codzienność :*: 25.12.2007 o 23:29

Tu winna być notka świąteczna, życzenia jakieś, czy coś.. Ale nie ma. Dlaczego?
Bo nie chce mi sie. Jakoś nie mam natchnienia. Święta mnie nie bardzo cieszą. Jakoś brak tej całej atmosfery. Tamte święta tez nie były lepsze.
Ojciec w szpitalu, babcia leżąca pod kroplówką i nie kontaktująca się już prawie ze światem, "facet", który zrobił mnie "w dupę". Może dlatego nie lubię tegorocznych świąt?
Jedno jest pewne, tęsknie i to okropnie. Te 56 km miedzy Łodzią a Tomaszowem wydaja mi się przestrzenią nie do pokonania. Nie lubię tęsknić!
Zastanawiam się kiedy Święta Bożego Narodzenia przestaną mi się źle kojarzyć? Te są ciężkie, brak kilku ważnych osób przy wigilijnym stole jest dziwny. Nawet nie mam ochoty jechać do dziadków na cmentarz.

Komentuj (1)


Stypendium.
codzienność :*: 22.11.2007 o 20:50

Ja wiem, że pieniądze na ulicy nie leżą albo jak mówią niektórzy leżą, tylko trzeba się po nie schylić, ale to już przesada. Ta przesada to system stypendialny Politechniki Łódzkiej.
Raz, że informacje na stronie nie zgadzają się z tym czego wymagają. Druki na stronie są zupełnie inne niż te wymagane. Dwa, że wymagają Bóg wie czego. Ksera to nie są dokumenty(to akurat wiem, ale czemu inne uczelnie je akceptują?). Potrzebne są pity i inne cuda na kiju. Panie w urzędach, które wydają różnego typu zaświadczenia, robią oczy jak pięciozłotówki słysząc czego oni chcą, a za niektóre dokumenty trzeba nawet uiszczać opłatę skarbową.
Ale jestem twarda, chodzę po urzędach, błagam i proszę, i jakoś to idzie.
Wiem marudzę.. A Wy pamiętajcie karton, mazaki, polecony ;)

Komentuj (2)


Październik
codzienność :*: 31.10.2007 o 19:42

Na początek.

haa.. dopadam klawiaturę..haa..
Hmmm.. miała być nota raz na dwa tygodnie.. hmmm.. wyszło troszke inaczej.. cóż..


~*~


Październik.

Po pierwsze październik to rok akademicki. Po drugie to mnóstwo wszelakich rocznic i świąt, moich i bliskich.

Raz: 1. Początek roku akademickiego. Znów pierwszy rok. Nowi towarzysze (nie)doli. Integracje, za którymi nie przepadasz. Nauka, zadania, subkolokwia.. mało czasu dla siebie.. dla nas..

Dwa: 13. Urodziny Aś. W tym roku osiemnaste. I impreza. Hmm.. Powiedzmy, że udana.. ale nie dla mnie/nas. Ku,ple z klasy ponad wszystko. Z nimi się pija na umór, z nimi się pie** sympatyzuje, z nimi się bawi odstawiając na boczny tor przyjaciół.. o rodzinie nie wspominając. Impreza własna rządzi się twoimi prawami, dlatego ty samolubnie puszczasz twoją ulubioną muzykę, przy której reszta wprost musi się bawić, to nic że nie lubi twojego hałasu, niech się męczą!

Sama zabawa czy jak kto woli fun. Picie, picie, jedzenie, picie, dolewanie wszystkim tabasco w ilościach dość niemałych, picie, a może raczej chlanie(?), dewastacja: bicie kieliszków, szklanek, wyrzucanie na ulice jedzenia i ozdób stołu, troszkę tańca, troszkę 'seksu', północ: pasy i zabawa kto mocniej uderzy jubilatkę, to co że to dziewczyna, sińce mieć musi, "Sto lat", szampan, toast, tort, wypadek..
I ja tam byłam.. powiedzmy, że się bawiłam!
Nie oceniam, zdaję subiektywną relację z imprezy roku.

Trzy: 21. Urodziny własne. Wybory parlamentarne. Weekend w domu. Podróż do Łodzi z telefonami, przemiła, choć na stojąco. Prezent, herbata, kisiel, msza. Wieczór wyborczy we dwoje. Długa cisza przed wyborcza. I ta świadomość zaraz po ogłoszeniu wyników.
Mam 20 lat. I co z tego? Nie czuje sie staro, nie czuje się poważnie. Czuje sie sobą i już.
Za to mam wrażenie, że wiem co będę robić, w ogóle, w życiu. Jakbym odkryła swoje powołanie. Bo chyba odkryłam. Mając lat 20.
Cztery: 28. Urodziny Przemka. nawet nie miałam mu jak życzeń złożyć :/ Trudno i szkoda. Nadrobi się w innym terminie.

Najpiękniejsza niedziela w moim życiu. I przeświadczenie, że będzie ich więcej . Wreszcie prosta.
Pięć: 29. Moje imieniny. Kawa. Ciastka. Ciepło: w oczach, w sercu. Niepokój w powietrzu. Znowu.........


~*~

Jako, że będę w domu do niedzieli wysoce prawdopodobne jest, że dopadnę klawiaturę jeszcze kilka razy :)

Komentuj (4)


PŁ wita.
codzienność :*: 23.09.2007 o 22:38

Jutro zaczynam rok akademicki. Od nowa i bez błędów popełnionych poprzednio (nie piszę "mam nadzieję", bo to zostawianie furtki). Czeka mnie tydzień dojazdów na trasie TM - Łódź, Łódź - TM. Lekko nie będzie, ale to tylko tydzień! Ale będzie kupa czasu na myślenie, bo przecie najlepiej myśli się w busie, na tej właśnie trasie, a mam przecież nad czym myśleć, niestety.. Może napisze także historyjkę o Kleofasie, podkreślam może. Bo wstawanie o 5 i powrót do domu ok 22 może mnie wykończyć.
A od 30 mieszkam w Łodzi. Kawalerka, 31 metrów, Radogoszcz wschód, tylko ja i cztery ściany. Net przez komórkę, na GPRS jeżeli zdołam kupić kabelek do nokii mojej. Bloga może pociągnie. MOŻE. Więc ostrzegam, notka raz na dwa tygodnie, to może stać się rzeczywistością.

PS. dalej chora, ciut mniej, ale chora.. :/

Komentuj (5)


[Update]
codzienność :*: 21.08.2007 o 15:26

Siedzę w domu, choć nie powinnam. Troszkę poirytowana. Może trochę skołowana.
Zaraz po przebudzeniu odruchowo sprawdzam oba telefony, czy ktoś czegoś nie napisał. Twu! Nie ktoś! Tylko KTOŚ, o! Wstaje i po 5 minutach już jest. sMS od Niego :) Telemagia, chyba. Miła. Zasypiam z myślą o NAS, czy wytrzymamy te dwa czy trzy lata. Tak, tęsknie przeokropnie, jeszcze nie płacze, ale co będzie wieczorem?
~*~

Od kilku miesięcy jestem, a właściwie jesteśmy członkami Ruchu Czystych Serc i jest to w pewnym sensie hipokryzja. Gdzie był błąd? Nie wiem.. Wstąpienie do ruchu na pewno nie było błędem. Ale chyba powinnam lub powinniśmy jechać do Krynicy, może by Nas tam oświeciło? Oboje potrzebujemy bodźca duchowego,to pewne.. Ciekawe co z tą Częstochową..?
~*~

Kawalerka na Radogoszczu. Bardzo daleko. Ale cisza i spokój. I najprawdopodobniej mam już współlokatorkę. Ale wciąż nie jestem pewna, czy to dobry pomysł. Zresztą ja jeszcze nie wiem co ze studiami! Grrrhhh.. Chyba jestem zła na siebie, zawsze muszę coś zagmatwać. I po co?
~*~

Wiem, pisze w pierwszej osobie, to dziwne. Ostatnio jestem dziwna..


Komentuj (2)