07.12.2007 | Post sponsorowany głupim gadaniem.

Hmmm.. Ktoś kiedyś powiedział, że nie ma idealnych par, bo wszystkie się kłócą, a idealna byłaby taka, co by się nie kłóciła. Być może. Z tego, co zaobserwowałam w telewizji (tak mam to piekielne czarne, nomen omen, pudełko, które absorbuje mój czas ostatnio straszliwie) dobrze dobrane pary też się "żrą". Czy my jesteśmy dobraną parą? Nie wiem. Mam taką nadzieję, co pewnie specjalnie nikogo nie dziwi. Każdy tak ma i każdy sobie tego życzy. I muszę nie bez radości przyznać, że się w zasadzie nie kłócimy. W zasadzie.. a jak jest w kwasie? Tak, musiałam, bo ja lubię te kwasy i zasady, i sole, które można otrzymać na 9 sposobów, również, w ogóle chemię lubię i organiczną, i nieorganiczną, z tym, że tą drugą chyba bardziej. Wiem, że moja lubość do chemii jest i będzie niezrozumiała dla wielu, ale cóż, tak mam, co poradzić. Nawet boli mnie to, że dzieci na zachodzie nie mają takiego przedmiotu w szkole i dlatego też nie mogłabym posłać moich przyszłych dzieciątek do takiej zachodniej szkoły. Szkole bez chemii, fizyki i biologii stanowcze NIGDY W ŻYCIU! Ale koniec tych dygresji i zbaczania z tematu pierwotnego.
Co ja?.. A..! W kwasie to jest tak, że się sprzeczamy. Dość często. Nie jest tak różowo, czy zielono (jak kto woli, ja osobiście za różem nie przepadam). Sprzeczki są okazjonalne i "na bieżąco" oraz o wszystko a czasem i o nic. Z ostatnich 9 miesięcy (tak oficjalnie i do końca, bo 7.12 dziś) pamiętam dwie takie poważniejsze sprzeczki (no może 3) na tle, że się tak wyrażę Karola i jedną poważniejszą sprzeczkę na tle moim, czego jednak nie nazwałabym sprzeczką, a raczej sprzeniewierzeniem Karolowego zaufania. Może ktoś będzie wiedział, o co chodzi, większa większość nie, ważne, że my wiemy.
Pierwsza miała miejsce w lipcu, cudownym, dodam tak w nawiasie, podczas remontu pokoju mojego i wyjazdu moich szanownych rodziców. Odpokutował to mój mężczyzna w sposób dwojaki, bo bólem fizycznym, spowodowanym różnego rodzaju otarciami (tak, krew się lała i za "Strzykawę" robiłam) oraz chyba bólem psychicznym z powodu mojego gniewu straszliwego, bo trwającego trzy dni chyba. Jak jemu doskonale jest wiadomo, udobruchać mnie jest łatwo i umie to zrobić, ale się nie dałam, ha.. Przeskrobał i to mocno, co niestety mojego tatusia kochanego ciupkę bardziej zniechęciło do Karolowej kandydatury w wiadomym względzie. Tak między nami mówiąc sprawa z moim szanownym zacnym rodzicielem nie jest prosta i może być tematem co najmniej jednego odrębnego posta. Kocha mnie "Staruszek"(l. 43) i tyle, no.
Druga sprawa (to właściwie ta trzecia, którą chciałabym chyba chwilowo przemilczeć) to także coś na odrębne opowiadanie wręcz. I może kiedyś się pokuszę. Sprawa zakrawa w dużej mierze o zazdrość moją o Szlachetnego, który w pewnych kręgach wcale nie jest za takiego uważany. Ja jako dama serca nie mogę tak nie uważać (tylko z dbałości o obowiązki damy serca, a jak myślę to zainteresowany wie najlepiej), dodam tylko, że przydomek ten nadany mu został do celów czysto literackich, aby nie skracać do pospolitego "K.", bo tak to można na gg z psiapsiółą, a nie na forum publicznym. Z przydomkiem wiąże się pewna anegdota, której nie zamierzam przytaczać.
Trzecia sprawa jest całkiem świeża i w sumie sponsoruje ten post. Chodzi o to, że troszkę się rozbestwiliśmy, zrobiliśmy się zbyt.. hmmm.. rozluźnieni w słowach (jeśli oczywiście można być rozluźnionym w słowach.. Można?.. NVM!) i padło coś, co paść nigdy nie miało. Owe padnięte słowa spowodowały uszczuplenie konta promocyjnego Karola z 20,00 do 6,50 PLN, co oznacza, że rozmowa nasza trwała 45 min. Takie rozmowy, troszkę mniej spięte, rzecz jasna, prowadziłam, pacholęciem jeszcze będąc, z Gonią moją, która się nie odzywa aktualnie, zaabsorbowana zapewne Damianem M., a szkoda! Rozmowa wczorajszo-dzisiejsza, bo zależy jak do tego podejść, nie była przyjemna ani dla jednej, ani dla drugiej strony. Była raczej bardzo oschła i skończyła się oschle padnięciem baterii w telefonie komórkowym, po uprzednim rozwiązaniu problemu.
Bo jak wychować sobie faceta? Tu ukłon w stronę Mateusza, bo też o tym pisał kiedyś (link jest z boku jakby, kto zechciał). I może wywołam trochę zawieruchy, a może burzę (śnieżną koniecznie, bo śnieg lubię, a pora na śnieg jest!), ale napiszę otwarcie, że nie do końca się zgadzam, z tym poglądem. Ok. Zgadzam się z tym, że facet powinien szanować kobietę, z którą życie planuje spędzić, zresztą każda inną także, ale nie w tym rzecz żeby wywalać go od razu z chałupy w ciemną noc na zimnice. Czasem trzeba i powinno się, ale nie zawsze. Co się stanie jak się prześpi w jednym domu czy pomieszczeniu z ową dziewczyną? No, dobra może się coś stać. Nie bądźmy dziećmi. Ale bez zgody obu stron się nic nie stanie, prawda? Prawda, prawda (jak mawiał mój historyk, którego nazwiska nie pomnę). Zresztą trzeba rozróżniać noclegi awaryjne i celowe, o (w tym miejscu miał być kąśliwy docinek, ale sobie daruję z czystej sympatii)! Jak ktoś kogoś szanuje, to go szanuje za całość, za dobre i złe decyzje, za wszystko i mimo wszystko, bo danie komuś swojego szacunku, choć czasem mimowolnie, jest podobną decyzją, do tej, którą się podejmuje kochając kogoś. Zresztą miłość z szacunkiem idą w parze. Nie twierdze, że kochamy wszystkich, których szanujemy, raczej w drugą "mańkę".
Wracając do wychowywania, człowiek wychowuje się poniekąd sam, na swoich błędach. Oczywiście nie jest czasem ich świadom. Dlatego trzeba je uwypuklać, pokazywać. I podług mnie, na tym polega WSPÓLNE wychowywanie się w związku. I może ono mieć miejsce i przed, i w trakcie małżeństwa, po też, choć ja osobiście mam trwałą awersje do rozwodów, bo jak wiadomo u Niego nie ma rozwodów, są stwierdzenia o nieważności (nie unieważnienia, bo to by oznaczało, że coś jest teraz nieważne, a ważne było, a miłości nie da się unieważnić, albo się kocha, albo nie, albo rybki, albo.. akwarium). Ja wychodzę z założenia, że szacunek nie jest mniejszy jednego dnia, a większy drugiego, cały czas jest taki sam, oczywiście w stosunku do jednej osoby (wiecie, o co mi chodzi? Mam taką nadzieje, bo się zapętliłam chyba). Drugie moje założenie jest takie, że najważniejsze jest rozmawianie. Rozmowa jest niczym oczyszczenie i warto rozmawiać (to nie reklama, nie lubię tego pana, co to prowadzi) zawsze i mimo wszystko, a "ciche dni" są szalenie stratne. Zawsze warto wiedzieć, co myśli o takiej sytuacji drugie, choćby to miało być najgorsze na świecie i ranić jak najostrzejszy nóż. Poboli i przestanie, ot, co. Czas rany leczy i uczy pogody, pogody ducha.
Tym kończę i do następnego razu.

***

Post dedykuję Słońcu memu i kilku jeszcze osobom, które po przeczytaniu luźnej, żartobliwej troszkę uwagi pod koniec poprzedniego chyba nie chcą się odzywać. Szkoda.

Ewcię, „od mazaków”(bo są dwie, a ja je mylę okropnie :/), pozdrawiam serdecznie i powiem szczerze, że dziwne jest, że nikt inny na te mazaczki nie wpadł wcześniej, ale cóż najciemniej pod latarnią, ponoć.


Comments(6)

25.12.2007 | Dziwne te święta...

Tu winna być notka świąteczna, życzenia jakieś, czy coś.. Ale nie ma. Dlaczego?
Bo nie chce mi sie. Jakoś nie mam natchnienia. Święta mnie nie bardzo cieszą. Jakoś brak tej całej atmosfery. Tamte święta tez nie były lepsze.
Ojciec w szpitalu, babcia leżąca pod kroplówką i nie kontaktująca się już prawie ze światem, "facet", który zrobił mnie "w dupę". Może dlatego nie lubię tegorocznych świąt?
Jedno jest pewne, tęsknie i to okropnie. Te 56 km miedzy Łodzią a Tomaszowem wydaja mi się przestrzenią nie do pokonania. Nie lubię tęsknić!
Zastanawiam się kiedy Święta Bożego Narodzenia przestaną mi się źle kojarzyć? Te są ciężkie, brak kilku ważnych osób przy wigilijnym stole jest dziwny. Nawet nie mam ochoty jechać do dziadków na cmentarz.


Comments(1)