25.03.2008 | Psikus
Hmmm.. znów namieszałam.. ale spokojnie tylko z adresami bloga.. po kilku tygodniach namysłu przenoszę się na wordpress.com. Mam nadzieje, ze to ostatnia przeprowadzka.
A ownlog.com jak najbardziej jest ok, tylko jakoś przestał mi odpowiadać, sama nie wiem czemu. Po prostu. Znajdziecie mnie tu. Mateuszu, znajdziesz tam coś interesującego ;)
16.03.2008 | Złota czcionka, czyli...
Wiem, wiem, wiem, obiecałam, ale mi notę wcięło. :/ Głupie zwiechy mojego kochaniutkiego zgrzyta. :) Zanim odtworzę i przedyskutuje porządnie temat, który nie tylko mnie dotyczy coś na małe rozluźnienie, ciepłe i świeże, prosto z pie... statystyk bloga..
O co pytacie google.pl?
1. (Jak dla mnie bezwzględny hit!)
"Ile kobieta ma dziur?"
tu jest atlas anatomii, jednakowoż pamiętajmy o zakolczykowanych.
2. "Jak stać się oschłą dla mężczyzny?"
hmmm.. zależy jak sie definiuje słowo "oschła", można np. schudnąć (oschnąć, na wiór) albo być mniej przyjemną i hmmm.. dostępną.. co kto lubi.
3."Co oznacza para, która się kocha?"
hmmm.. Jeśli są to chemicy, to mogą oznaczać aniony lub kationy :P Jeśli chuligani-przystanki, przejścia podziemne (pozdro Asiek :P)..
4."Dlaczego mam samych synów?"
a skąd Ci ja to mogę wiedzieć? Niektórzy też mają i nie narzekają.
5."Co to znaczy dama serca?"
wszystko fajnie pięknie, tylko tak troszkę po "polskiemu". Może chodziło o damę-serce? To taka figura w kartach, po europejsku to dama kier. Jeśli o frazeologizm chodzi to rozwiązanie tej zagadki jest gdzieś tu
6. "Czy jesteśmy dobraną parą?"
taaa.. też byśmy chcieli wiedzieć.. czas zweryfikuje.. spytajcie się znajomych za... hmmm.. 20 lat..
7."Kobiety nie potrafią programować"
ja nie potrafię, ale znam kilka którym to wychodzi całkiem nieźle.
8."Nikt mi nie powie, że białe jest białe"
yyyy.. może czas odwiedzić okulistę?
9."Szanować kobietę?"
a coś Ty myślał? Pewnie, że szanować!
10."Zatańcz ze mną jeszcze raz..."
a tańczyliśmy kiedyś? ja mogę, lubię, ale zapytaj mojego narzeczonego o zgodę, link z boku :P
11."Jak pielegnować fiolka?"
zajrzyj do jakiegoś przewodnika botanicznego, ewentualnie zapytaj mojego Karola, mail u niego na blogu :)
12."Stary sennik"
mam.. hah.. nie pożyczę.. hrhr.. mój! nie oddam! :P
13."Anegdoty o blondynce"
przykro mi, jestem brunetką, z czarnym łebkiem, anegdot o blondynce nie uświadczysz,chyba żeby.. w późniejszym terminie :P
14."Czas nas uczy pogody+tłumaczenie"
hmmm.. sadząc po języku zapytania: a co tu tłumaczyć? Tekst Jacka Cygana, muzyka K. Dębskiego, wykonanie pani Łobaszewskiej Grażyny, wszystko po polsku.. hmm.. ale ok, na niemiecki czy na angielski? tylko ostrzegam, że będzie bardzo niedokładne i niezbyt ładne :P
15."Każdy sobie sole życzę nią ptaki"
ale o co chodzi? Bo nie kumam.. w końcu żaba nie jestem :P
13.03.2008 | Migawki dni powszednich.
Milczało mi się. Trochę z braku weny, trochę z braku czasu, trochę z braku internetu, ale głownie z braku czasu. Powiedzmy sobie szczerze załatwienie ślubu i wesela w dwa miesiące jest ociupinkę czasochłonne.
A propos. Mamy już chyba wszystko. No prawie. Nie mamy kamerzysty, niestety nie da się wynająć kogoś tylko na ślub, a taśmy z wesela nie chcemy.
Hmmm.. może zacznijmy od tego, że generalnie aż takiego wesela nie chcemy. Plujemy sobie w brody, trzeba było upierać się przy dziadkach i chrzestnych.Zamknęłoby się w 20 osobach i już. A tak wesele mamy na 60-70 osób. Będzie trzeba przeżyć.
Ostatni tydzień widzę migawkach. Był bardzo męczący i intensywny. Zaczynając od piątku.
W piątek trzeba było sie po wykłócać troszkę o stypendium socjalne, którego pewnie i tak nie dostanę, bo nie dostarczyłam w terminie potrzebnych dokumentów, co było niemożliwością. Spróbujcie dostarczyć w 2 dni zaświadczenie, na które się czeka 3 tygodnie, jak sie uda, to składam pokłon. Potem były podróże na łeb na szyje Wydział-Ziołowa, Ziołowa-Lumpy, Lumpy- BCB, BCB- Lumpy, Lumpy- TM, większość pod patronatem MPK Łódź. Kocham te zatłoczone zetki wlokące się niemiłosiernie, po prostu K-O-C-H-A-M! Z ciekawostek w piątek dostaliśmy pokój w akademiku, w sumie w 15 minut :). Nie to, żebyśmy wcześniej czekali 2 tygodnie i byli wstrętnie spławiani.
Sobota. Latanie po TM po nieprzespanej nocy. Kwiaciarka, zaproszenia, poczta i parę innych spraw. Nogi i kręgosłup odmówiły mi posłuszeństwa ok 13. A to był dopiero początek zabawy. W domu czekał obiad do zrobienia i porządki, które zostały po wcześniejszej selekcji odrzucone, ze względu na brak terminów. O 16 z minutami zaczęło się istne piekło. Oczywiście zaczęło sie bardzo niewinnie. Objeździliśmy i zaprosiliśmy całość rodziny z mojej strony. SUKCES. Okupiony hektolitrami wypitej herbaty i zmęczeniem do nieprzytomności. Ale mamy już to z głowy. W sumie najwyższy czas.
Niedziela. Pobudka 7.45. Trochę dopakowywania i kierunek Łódź. Przystanki: C.H. Ptak w Rzgowie. Zakupy.. hmmm.. podobno dają szczęcie. Nie, nie tej niedzieli. Po przejściu 4 hal targowych w poszukiwaniu garsonki dla mamy i sukienki "na przebranie" dla mnie oraz akcesoriów typowo męskich, byłam bliska płaczu. KICZ, KICZ i jeszcze raz KICZ. Do tego poczułam się bardzo XXXL, choć wcale nie wyglądam tak grubo (jeszcze). Sama satyna.. Dla kobiety o zwykłych niewieszakowatych kształtach i z biustem - koszmar. Poszerza trzy- może czterokrotnie.
O piętnastej zaczął się istny armagedon, czyli zwykła przeprowadzka. Moje rzeczy ledwo zmieściły się do Passata Kombi taty 0.o Pomińmy to, że musiały tam wejść jeszcze 4 osoby. Jakoś się udało.
Od niedzieli mieszkamy razem. Czuje się jak w labiryncie. Jeszcze się do końca nie rozpakowaliśmy i mamy malutki bałagan. W sumie jedyna zaletą jest to, że nie mamy żadnych problemów z zasypianiem, tak jesteśmy wyczerpani :)
06.02.2008 | Nowa Droga, Nowa Nadzieja
Nawet nie macie pojęcia jakie życie potrafi sprawiać niespodzianki, jaką ma zdolność do obracania Waszej historii do góry nogami, czy o 360 stopni.
Pamiętam, jak jeszcze w grudniu AD 2006 obiecywałam sobie, że nie chcę mieć nic wspólnego z żadnym facetem, przynajmniej na jakiś czas i co z tego wyszło? Szczerze powiedziawszy, niewiele. Jakimś dziwnym trafem potrafiłam zaufać komuś, kto zwyczajnie wkradł się do mojego życia, a potem niepostrzeżenie, małymi kroczkami do serca i tam już został.
Hmmm.. do tej pory śmiać mi się chce na wspomnienie wyjścia do klubu w lutym zeszłego roku, kiedy to niejaki Majkel zachwalał nas sobie nawzajem. Szkoda, że tego nie przeczyta. Cholercia, miał nosa! :)
Myśląc o wydarzeniach sprzed roku, sama nie wierzę w to, jak szybko to sie dzieje. W ciągu roku to, co czułam do Karola z wielkiej niepewności, z nie wiedzy, czy dobrze robię, zmieniło sie w zaufanie i pewność. Natomiast zwykła sympatia ewoluowała stopniowo, w najszczerszą i najprawdziwszą MIŁOŚĆ, a sympatyczny, trochę upierdliwy chłopak z dołu - w mężczyznę mojego życia.
Jakby mi ktoś powiedział, w październiku '06, że sprawy przybiorą taki obrót to chyba bym go wyśmiała, a tu psikus :) Teraz wiem, że w połowie lutego zeszłego roku zaczęło się w moim życiu coś naprawdę ważnego, prawdziwego i pięknego. To był początek Drogi, na którą wejdziemy razem już niebawem.
Oczywistością jest to, że nie jest idealnie. Są potknięcia, rozczarowania, zawody, a nawet porażki, jak w życiu, nie jesteśmy przecież kolejnymi bohaterami baśni i bardzo się z tego cieszę. W ciągu ostatniego roku poznaliśmy się, wiemy na co nas stać, czego się możemy po sobie spodziewać. Jesteśmy siebie pewni i pewni tego, że chcemy dalej kroczyć razem. Już zawsze i.. na zawsze.
Pisałam, że w najbliższym czasie czeka mnie dużo zmian. Zmiany te dotyczą tak naprawdę nas. Nas obojga. Zmiany te będą poważne i radykalne, najpoważniejsze jakie tylko mogą być. Podjęliśmy najważniejsze decyzje w życiu i będziemy się ich trzymać, choćby nie wiem co!A to wszystko, jest najpoważniejsze i najważniejsze w życiu każdego z nas i nie ma niczego co było kiedykolwiek ważniejsze.
I już sie cieszymy na te wielkie zmiany. Bardzo sie cieszymy! :D
12 kwietnia 2008 o 16.00 w kościele Najświętszej Maryi Panny w Tomaszowie Mazowieckim powiemy sobie "tak" przed Panem Bogiem. A na początek września planowane jest przyjście na świat naszego pierwszego dziecka :)
21.01.2008 | Myśle...
Czuje, że powinnam coś napisać.. Ale nie wiem co.. nie wiem jak.. Dziwnie sie robi.. raz radośnie.. raz smutno..Nie lubię takich stanów..
Dużo przemyśleń.. Dużo do przekazania w najbliższym czasie.. Bo będzie dużo zmian, radykalnych zmian..
Tylko tyle..
12.01.2008 | S****, e******, k********- czyli coś o...
.. zakazanych zwrotach.
Nie cierpię okresu miedzy styczniem a marcem na uczelni. Brrr.. Nerwowy, dziwny.. No nie lubię! A jak ktoś pisze, ze ma już ostatni *** to mi zwyczajnie żal, że ja nie mam.. A chciałabym!
A teraz idę przyswajać wiedzę z zakresu ergonomii i bezpieczeństwa pracy. Do przeczytania jak przeżyję, gdzieś w marcu. :)
25.12.2007 | Dziwne te święta...
Tu winna być notka świąteczna, życzenia jakieś, czy coś.. Ale nie ma. Dlaczego?
Bo nie chce mi sie. Jakoś nie mam natchnienia. Święta mnie nie bardzo cieszą. Jakoś brak tej całej atmosfery. Tamte święta tez nie były lepsze.
Ojciec w szpitalu, babcia leżąca pod kroplówką i nie kontaktująca się już prawie ze światem, "facet", który zrobił mnie "w dupę". Może dlatego nie lubię tegorocznych świąt?
Jedno jest pewne, tęsknie i to okropnie. Te 56 km miedzy Łodzią a Tomaszowem wydaja mi się przestrzenią nie do pokonania. Nie lubię tęsknić!
Zastanawiam się kiedy Święta Bożego Narodzenia przestaną mi się źle kojarzyć? Te są ciężkie, brak kilku ważnych osób przy wigilijnym stole jest dziwny. Nawet nie mam ochoty jechać do dziadków na cmentarz.
07.12.2007 | Post sponsorowany głupim gadaniem.
Hmmm.. Ktoś kiedyś powiedział, że nie ma idealnych par, bo wszystkie się kłócą, a idealna byłaby taka, co by się nie kłóciła. Być może. Z tego, co zaobserwowałam w telewizji (tak mam to piekielne czarne, nomen omen, pudełko, które absorbuje mój czas ostatnio straszliwie) dobrze dobrane pary też się "żrą". Czy my jesteśmy dobraną parą? Nie wiem. Mam taką nadzieję, co pewnie specjalnie nikogo nie dziwi. Każdy tak ma i każdy sobie tego życzy. I muszę nie bez radości przyznać, że się w zasadzie nie kłócimy. W zasadzie.. a jak jest w kwasie? Tak, musiałam, bo ja lubię te kwasy i zasady, i sole, które można otrzymać na 9 sposobów, również, w ogóle chemię lubię i organiczną, i nieorganiczną, z tym, że tą drugą chyba bardziej. Wiem, że moja lubość do chemii jest i będzie niezrozumiała dla wielu, ale cóż, tak mam, co poradzić. Nawet boli mnie to, że dzieci na zachodzie nie mają takiego przedmiotu w szkole i dlatego też nie mogłabym posłać moich przyszłych dzieciątek do takiej zachodniej szkoły. Szkole bez chemii, fizyki i biologii stanowcze NIGDY W ŻYCIU! Ale koniec tych dygresji i zbaczania z tematu pierwotnego.
Co ja?.. A..! W kwasie to jest tak, że się sprzeczamy. Dość często. Nie jest tak różowo, czy zielono (jak kto woli, ja osobiście za różem nie przepadam). Sprzeczki są okazjonalne i "na bieżąco" oraz o wszystko a czasem i o nic. Z ostatnich 9 miesięcy (tak oficjalnie i do końca, bo 7.12 dziś) pamiętam dwie takie poważniejsze sprzeczki (no może 3) na tle, że się tak wyrażę Karola i jedną poważniejszą sprzeczkę na tle moim, czego jednak nie nazwałabym sprzeczką, a raczej sprzeniewierzeniem Karolowego zaufania. Może ktoś będzie wiedział, o co chodzi, większa większość nie, ważne, że my wiemy.
Pierwsza miała miejsce w lipcu, cudownym, dodam tak w nawiasie, podczas remontu pokoju mojego i wyjazdu moich szanownych rodziców. Odpokutował to mój mężczyzna w sposób dwojaki, bo bólem fizycznym, spowodowanym różnego rodzaju otarciami (tak, krew się lała i za "Strzykawę" robiłam) oraz chyba bólem psychicznym z powodu mojego gniewu straszliwego, bo trwającego trzy dni chyba. Jak jemu doskonale jest wiadomo, udobruchać mnie jest łatwo i umie to zrobić, ale się nie dałam, ha.. Przeskrobał i to mocno, co niestety mojego tatusia kochanego ciupkę bardziej zniechęciło do Karolowej kandydatury w wiadomym względzie. Tak między nami mówiąc sprawa z moim szanownym zacnym rodzicielem nie jest prosta i może być tematem co najmniej jednego odrębnego posta. Kocha mnie "Staruszek"(l. 43) i tyle, no.
Druga sprawa (to właściwie ta trzecia, którą chciałabym chyba chwilowo przemilczeć) to także coś na odrębne opowiadanie wręcz. I może kiedyś się pokuszę. Sprawa zakrawa w dużej mierze o zazdrość moją o Szlachetnego, który w pewnych kręgach wcale nie jest za takiego uważany. Ja jako dama serca nie mogę tak nie uważać (tylko z dbałości o obowiązki damy serca, a jak myślę to zainteresowany wie najlepiej), dodam tylko, że przydomek ten nadany mu został do celów czysto literackich, aby nie skracać do pospolitego "K.", bo tak to można na gg z psiapsiółą, a nie na forum publicznym. Z przydomkiem wiąże się pewna anegdota, której nie zamierzam przytaczać.
Trzecia sprawa jest całkiem świeża i w sumie sponsoruje ten post. Chodzi o to, że troszkę się rozbestwiliśmy, zrobiliśmy się zbyt.. hmmm.. rozluźnieni w słowach (jeśli oczywiście można być rozluźnionym w słowach.. Można?.. NVM!) i padło coś, co paść nigdy nie miało. Owe padnięte słowa spowodowały uszczuplenie konta promocyjnego Karola z 20,00 do 6,50 PLN, co oznacza, że rozmowa nasza trwała 45 min. Takie rozmowy, troszkę mniej spięte, rzecz jasna, prowadziłam, pacholęciem jeszcze będąc, z Gonią moją, która się nie odzywa aktualnie, zaabsorbowana zapewne Damianem M., a szkoda! Rozmowa wczorajszo-dzisiejsza, bo zależy jak do tego podejść, nie była przyjemna ani dla jednej, ani dla drugiej strony. Była raczej bardzo oschła i skończyła się oschle padnięciem baterii w telefonie komórkowym, po uprzednim rozwiązaniu problemu.
Bo jak wychować sobie faceta? Tu ukłon w stronę Mateusza, bo też o tym pisał kiedyś (link jest z boku jakby, kto zechciał). I może wywołam trochę zawieruchy, a może burzę (śnieżną koniecznie, bo śnieg lubię, a pora na śnieg jest!), ale napiszę otwarcie, że nie do końca się zgadzam, z tym poglądem. Ok. Zgadzam się z tym, że facet powinien szanować kobietę, z którą życie planuje spędzić, zresztą każda inną także, ale nie w tym rzecz żeby wywalać go od razu z chałupy w ciemną noc na zimnice. Czasem trzeba i powinno się, ale nie zawsze. Co się stanie jak się prześpi w jednym domu czy pomieszczeniu z ową dziewczyną? No, dobra może się coś stać. Nie bądźmy dziećmi. Ale bez zgody obu stron się nic nie stanie, prawda? Prawda, prawda (jak mawiał mój historyk, którego nazwiska nie pomnę). Zresztą trzeba rozróżniać noclegi awaryjne i celowe, o (w tym miejscu miał być kąśliwy docinek, ale sobie daruję z czystej sympatii)! Jak ktoś kogoś szanuje, to go szanuje za całość, za dobre i złe decyzje, za wszystko i mimo wszystko, bo danie komuś swojego szacunku, choć czasem mimowolnie, jest podobną decyzją, do tej, którą się podejmuje kochając kogoś. Zresztą miłość z szacunkiem idą w parze. Nie twierdze, że kochamy wszystkich, których szanujemy, raczej w drugą "mańkę".
Wracając do wychowywania, człowiek wychowuje się poniekąd sam, na swoich błędach. Oczywiście nie jest czasem ich świadom. Dlatego trzeba je uwypuklać, pokazywać. I podług mnie, na tym polega WSPÓLNE wychowywanie się w związku. I może ono mieć miejsce i przed, i w trakcie małżeństwa, po też, choć ja osobiście mam trwałą awersje do rozwodów, bo jak wiadomo u Niego nie ma rozwodów, są stwierdzenia o nieważności (nie unieważnienia, bo to by oznaczało, że coś jest teraz nieważne, a ważne było, a miłości nie da się unieważnić, albo się kocha, albo nie, albo rybki, albo.. akwarium). Ja wychodzę z założenia, że szacunek nie jest mniejszy jednego dnia, a większy drugiego, cały czas jest taki sam, oczywiście w stosunku do jednej osoby (wiecie, o co mi chodzi? Mam taką nadzieje, bo się zapętliłam chyba). Drugie moje założenie jest takie, że najważniejsze jest rozmawianie. Rozmowa jest niczym oczyszczenie i warto rozmawiać (to nie reklama, nie lubię tego pana, co to prowadzi) zawsze i mimo wszystko, a "ciche dni" są szalenie stratne. Zawsze warto wiedzieć, co myśli o takiej sytuacji drugie, choćby to miało być najgorsze na świecie i ranić jak najostrzejszy nóż. Poboli i przestanie, ot, co. Czas rany leczy i uczy pogody, pogody ducha.
Tym kończę i do następnego razu.
Post dedykuję Słońcu memu i kilku jeszcze osobom, które po przeczytaniu luźnej, żartobliwej troszkę uwagi pod koniec poprzedniego chyba nie chcą się odzywać. Szkoda.
Ewcię, „od mazaków”(bo są dwie, a ja je mylę okropnie :/), pozdrawiam serdecznie i powiem szczerze, że dziwne jest, że nikt inny na te mazaczki nie wpadł wcześniej, ale cóż najciemniej pod latarnią, ponoć.
22.11.2007 | Stypendium.
Ja wiem, że pieniądze na ulicy nie leżą albo jak mówią niektórzy leżą, tylko trzeba się po nie schylić, ale to już przesada. Ta przesada to system stypendialny Politechniki Łódzkiej.
Raz, że informacje na stronie nie zgadzają się z tym czego wymagają. Druki na stronie są zupełnie inne niż te wymagane. Dwa, że wymagają Bóg wie czego. Ksera to nie są dokumenty(to akurat wiem, ale czemu inne uczelnie je akceptują?). Potrzebne są pity i inne cuda na kiju. Panie w urzędach, które wydają różnego typu zaświadczenia, robią oczy jak pięciozłotówki słysząc czego oni chcą, a za niektóre dokumenty trzeba nawet uiszczać opłatę skarbową.
Ale jestem twarda, chodzę po urzędach, błagam i proszę, i jakoś to idzie.
Wiem marudzę.. A Wy pamiętajcie karton, mazaki, polecony ;)
10.11.2007 | Już nie ma "ja", już nie ma "ty"..
Że to może się zdarzyć,
Bo przecież
Gdzieś tam jest, ktoś kto też w to wierzy
On Cię wybrał,
Dawno temu wymyślił Cię sobie
I spotkasz go-powie Ci, że to ty(...)"
Już od ośmiu miesięcy nie jestem sama. Można by powiedzieć znów, ale można też, że wreszcie. Bo to pierwszy raz, kiedy nie czuje, że jestem sama, że ktoś nie tylko jest ze mną, ale przede wszystkim przy mnie.I jest współodpowiedzialny za to co się dzieje między nami, za to co między nami się rodzi.
Rok temu miałam szczerze powiedziawszy powyżej uszu jakichkolwiek facetów, którzy chcieli by coś ode mnie. Powiecie zapewne, że byłam złą na chłopów feministką. Może. Wyłącznie dlatego, że czułam się skrzywdzona. Po raz pierwszy przez Krzysia, z którym "zmarnowałam" trzy lata, przez wspomnianego wcześniej Kleofasa, poniekąd dawno, dawno temu przez panów, w których podkochiwałam się platonicznie, bo przecież tego nie zauważyli (w gruncie rzeczy nie mogę ich za to winić i tak naprawdę tego nie robię.. ot pierwsze zawody miłosne, każdy musi przez to przejść przecież). I możecie sobie myśleć, że pozuję na biedną dziewczynkę, nie zabronię wam tego, powiem tylko, że to wszystko było potrzebne, po to abym mogła lepiej docenić to co mam teraz. I może to strasznie dziwnie dziwnie zabrzmi, ale dziękuje Wam chłopaki.
Tak, dobrze widzicie. Dziękuje im z to, że mi łamali serce, że płakałam przez nich, że potraktowali mnie troszkę nie fair. Dziękuje im dlatego, że wszystko jest potrzebne. A te pierwsze "związki" są po to, żeby się uczyć. Uczyć się tego jak pokochać i zostać pokochanym oraz po to, aby jeśli się to stanie umieć to pielęgnować unikając niektórych błędów.
Chcę chłonąć każdy oddech twój
Co z nami będzie? - uwierz mi
Tak jak ja nie..."
♪Edyta Bartosiewicz - Ostatni♪
Jak już jestem przy błędach. Hmmm... niestety nie zawsze uczymy się na własnych błędach i my do takich osób niestety należymy. Niestety... Mimo naszych wszystkich poglądów, przekonań i przyzwyczajeń nie umiemy ich nie popełniać. Oszukujemy w ten sposób nie tylko Górę, ale przede wszystkim siebie. Za każdym razem obiecujemy sobie, że to był ostatni raz i co? I g...i nic!
Zaczyna mnie to delikatnie mówiąc denerwować. Nie lubię tego w nas. I nie poznaje nas z tym. Na szczęście nie starcza nam odwagi, żeby złamać dane Jemu słowo. Przynajmniej tak mi się wydaje, choć biorąc pod uwagę to, że nie raz już o tym myśleliśmy, to już je złamaliśmy. Do czynów nie doszło. I nie dojdzie (nie piszę, że mam taką nadzieję, że krew nie woda, że różnie może być.. Zaczynam nienawidzić furtek...). Nie dojdzie, bo to będzie nie tylko łamanie przyrzeczeń, ale również pozbawianie się marzeń. A tego przecież nie chcemy, prawda Kochanie?? Staram się być silna, ale muszę skądś czerpać tę siłę, pamiętaj o tym. Stąd ten pomysł...
Przez śpiącego miasta ulice rozgrzane
Otrzeźwieć byle gdzie nad ranem
Pijana szczęściem
Jakbym złapała w swoje dłonie gwiazdę"
♪Monika Brodka - Samochody i tramwaje♪
Podjęliśmy decyzję, TĄ DECYZJĘ. Urodziła się ONA między nami po niemal 9 miesiącach zażyłości i 13 bliższej znajomości. Możecie mówić, że to wcześniaczek. :) I jest ONA słaba i malutka. Ale jest! I jeśli sami jej sobie nie odbierzemy, nikt jej nam nie zabierze. Zresztą, czy można zabrać komuś decyzję?
Planujemy razem przyszłość. Wspólną przyszłość. Ktoś może przytoczy jedną z anegdot. Hmmm.. nie dam wam tej szansy. "-Jak najłatwiej rozśmieszyć Pana Boga? - Zaplanować sobie życie." Co tu dużo mówić, jeśli bierzemy pod uwagę Jego udział w naszych planach, to nie może się nie udać. A ja będę sobie żyła z tą myślą i tą myślą przez najbliższe dwa lata. I nikt mi tego nie zabroni.
Ktoś, kto czytał mnie sprzed półtora roku, może nie uwierzyć, że pisze to ta sama osoba. Cóż, dorosłam w tym czasie, szczególnie do pisania. Powiem szczerze, jak zaczynałam (jeszcze na onecie) to nie umiałam mówić, a tym bardziej pisać publicznie o moich uczuciach.